środa, 1 marca 2017

Wiosna?

Nie byłam nigdy typem kolekcjonera. Zbieracza, chomika zachowujące wszystko bez wyraźnego porządku "bo się przyda" - owszem. Jakiś czas zbierała pocztówki z kotami, ale niewiele z tego wyszło.
Jednego kota głaskałam (nie uciekła!), drugi Kot robił zdjęcie 

Od przedmiotów wolę kolekcjonować przeżycia. Łapać wrażenia i zapisywać je w pamięci. Być w ruchu, by doznawać oraz doznawać, by przeżywać. Smaki, zapachy, widoki i zapisane w nich emocje. Nie zatrzymywać się, by nie dawać sobie szansy znudzenia. Czasem gnać za wrażeniem i emocją na złamanie karku, czasem spacerować wolno wśród łagodnych bodźców. Dać sobie szansę na przeżycie własnego życia, na jego pełne, dogłębne doświadczenie.

Już nie trwam w równowadze, obecnie to trwanie byłoby tylko ułudą. Falująca rzeczywistość umożliwia utrzymanie równowagi, harmonii tylko poprzez ruch - arytmiczny, niesynchroniczny ruch. Zmianę miejsc, czasów i innych pozornych stałych.
Zbieram, wrzucam do pamięci kolejne wspólne momenty, ulotne chwile. Pamiętam zapach, który dawno już zwietrzał, nie umiem go opisać, ale czując, wracam momentalnie do tego, z czym się wiązał. Pamiętam drobiazgi, szczegóły - fakturę skóry, zmarszczkę, która pojawia się w czasie uśmiechu, kolor nieba, wystające obojczyki. Momenty wzruszenia, gdy na nowo zaczynam czuć się istotna. 

Jestem szczęśliwa. Mam plany i marzenia, mam do czego dążyć. Jest pięknie. 

poniedziałek, 20 lutego 2017

Osobiście

Są dni, gdy wszystko się sypie i wali. Że wystarczy ruszyć kamyczek, a na głowę stacza się lawina. I leci, nie daje się zatrzymać - najpierw żwir, drobne kamienie, a na końcu wielkie głazy spadające na ramiona, głowy, ciała potrzaskane już w skorupy. Na potłuczone dusze i serca błyszczące w słońcu ostrymi krawędziami.

Ale później lawina ustaje, kurz opada i widzimy zupełnie nowe zbocze góry - czyste pozbawione luźnych skał. W szklistym słonecznym świetle błyszczą delikatne żyłki metali i szlachetnych kamieni, całość zdaje się przedwieczna i nienaruszalna.
Bywają dni, gdy ból w klatce piersiowej staje się fizyczny, zatrzymuje oddech w płucach, wygina kręgosłup i każe zwinąć się w kłębek. I staje się tak silny, że człowiek decyduje się zrobić wszystko, by zmniejszyć swoje cierpienia. Chowa godność do kieszeni, sypie głowę popiołem i czeka. Najwyżej czekaniem wypali złość na siebie, rozpacz, rozgoryczenie. Pozostanie szary, jednolity smutek.

Może też jednak zyskać wszystko. Wygrać.

Wygraliśmy.
Z duszą na ramieniu i sercem na dłoni wsiadłam do pociągu. Przed siebie w dal. W ciągu 3 godzin kupiłam bilety, zarezerwowałam pokój, spakowałam się i doleciałam na dworzec. Podjęłam nawet próbę zjedzenia śniadania. Prawie wyszło. Zmęczenie, nerwy, pogoda. I nadzieja - znów, na nowo.

I zwroty akcji, jak w komediach romantycznych. Takie rzeczy miały się nie dziać w prawdziwym świecie. Miały zwodzić naiwnych wychowanych na popkulturze, unieszczęśliwiać ich w miałkich związkach bez fajerwerków. Dzieją się. I na żywo są dużo lepsze niż na ekranie. I kosztują więcej - cały wielki wór emocji.
A teraz marzenia i plany, czyli tych marzeń realizacja. 

środa, 15 lutego 2017

Wiosny!

Trzeba mi było takiej pogody jak dziś. Za długo już marzłam. Za długo trwa już listopado-grudnio-stycznio-luty. A jeszcze przed nami marzec. Dziś jednak ciepełko, słoneczko, wyrwałam się nad morze. Krótki spacer po bezwietrznej plaży i powrót do domu. Zachłyśnięcie się tym pięknem, spokojem. I taki żal, że z nikim tego piękna nie dzielę na żywo, że zostaje mi wysyłać zdjęcia, filmy, czy dźwięki. 

piątek, 10 lutego 2017

Walentynki

Zaczęły się ferie. Wyczekiwane i wytęsknione. Czas wytężonej pracy i nauki. Siłownia, rower, bieganie. Sporo czasu przy komputerze, trochę przy bardku, może maszyna. Realizacja kilku zadań dla lepszego jutra. Czas dla mnie - na rozwój na kilku polach. Troszkę czasu z ludźmi, większość bez. Ja i mój plan. I tylko pamiętać muszę, by się nie rozdrabniać, nie skupiać na pierdołach, zająć tym, czym powinnam. Poza jednym dniem przerwy, zaplanowanym już w szczegółach. ;)


sobota, 4 lutego 2017

Patrzę przed siebie

Rysują się kolejne plany. Nie obok, a zamiast. Na razie  tylko plany A, brak mi jeszcze pomysłów na plany B, C i aż do Z. Ale staram się wypełniać kolejne założenia prowadzące do realizacji tych podstawowych. Planuję, układam, wsuwam na swoje miejsce kolejne elementy. I po cichu modlę się, by podstawa, na której to wszystko układam okazała się stabilna, by nie runęła, by moja życiowa Jenga utrzymała się mimo dokładanych wciąż klocków. 

piątek, 27 stycznia 2017

Jest dobrze

Jest dobrze, coraz lepiej, momentami wręcz bajecznie. Nie stoję w miejscu. Narzuciłam sobie kilka elementów porządkujących kolejne tygodnie i trzymam się kurczowo planu. W poniedziałek trening, we wtorek i środę praca, w środę POI, w czwartek trening, we wtorek i sobotę ćwiczę w domu, niedziela i piątek do dyspozycji. Na skokach narciarskich szyje się suknie. Do końca sezonu skończę obie, zacznę pewnie jeszcze jakąś. 
Uczę się nowych rzeczy. Szukam staży, próbuję znów z angielskim. Czytam. Ćwiczę - siłownia, rower, mata. Jak zejdzie lód w parku, to bieganie. Staram się nie przegapić życia. Za dużo już mnie ominęło, przeszło bokiem. Rozwijam się, wciąż jeszcze szukam swojego miejsca, niszy. 
Wstaję rano z łóżka. Czasem muszę się zmusić, żeby nie zasnąć zaraz po wyłączeniu budzika. Ale wstaję, zwlekam się do kuchni, jem śniadanie, szykuję się do dnia. Czasem mnie tylko nachodzi, że walę głową w mur,że rozmieniam się na drobne, zamiast zająć się czymś "poważnym". Staram się myśleć o tym, co przede mną w jasnych barwach. Nie patrzę w tył, pilnuję by smutku było tylko tyle, ile trzeba, by rezygnacja nie wkradała się na nowo. 

I tylko wciąż od ludzi zależę. I boję się, gdy niektórzy z nich zaczynają się oddalać ode mnie. Boję się porzucenia. 

poniedziałek, 16 stycznia 2017

2017 - pierwsze tygodnie

Dziś niby Blue Monday, a dla mnie zaczął się lepszy czas. Sporo już ze mnie zeszło. Otrząsnęłam się i mogę hardo ruszyć do przodu. Pracuję nad sobą. Staram się nie dawać zniechęceniu. Czytam, wracam do szycia, próbuję nie pozwolić sobie na nudę, bo to wówczas nachodzą mnie najczarniejsze myśli. Wracam też do treningów, usiłuję nawet wyrobić w sobie pewną rutynę, regularność. Pracuję, łapię jakieś dorywcze drobiazgi - tu korki, tam jednorazowa pomoc w nauce, czasem jakieś zamówienie na szycie (oferta MythArt.eu i nasza piękna strona internetowa). Szukam stażów, kursów, możliwości rozwoju, nauczenia się czegoś nowego, zdobycia doświadczeń, umiejętności.