czwartek, 13 lipca 2017

Dorosłość, podejście drugie

Zaczęłam od początku. Czasami, by ruszyć przed siebie, trzeba najpierw się cofnąć, wyjść ze ślepego zaułka i jeszcze raz wybrać drogę. 
Ponad 9 miesięcy temu spakowałam się i wróciłam do rodziców. Byłam szczęśliwa wnosząc ogrom rzeczy do rodzinnego domu. Czułam się wolna. Nie na długo. Miało odbyć się w cywilizowanych warunkach, mieliśmy zachować się, jak dorośli ludzie, dać sobie święty spokój. Niestety tylko ja miałam zamiar to postanowienie realizować. Szybko stałam się zlęknionym zaszczutym zwierzątkiem. W najgorszym momencie bałam się wychodzić z domu w rodzinnym mieście. 
Na kilka długich miesięcy przyczaiłam się, rozglądałam się, badałam szanse i możliwości i popadałam w coraz większą rezygnację. Na szczęście byli wokół mnie ludzie, którzy nie pozwalali mi usiąść i siedzieć, popychali do działania, wyrywali z marazmu. Trochę w tym czasie podróżowałam. Lubię podróże, pozwalają mi zostawić zmartwienia za sobą chociaż na jakiś czas, dają mi chwile poza codziennością. 
Po trzech miesiącach przestałam być żoną. Uczciłam to pizzą i kebabem w doborowym towarzystwie, a dzień później wyjechałam w kolejną trasę, z której wróciłam jeszcze szczęśliwsza. 
Na dobre zajęłam się swoją formą. Nie zaniedbałam zimy. Jeśli pogoda pozwalała - wsiadałam na rower, jeśli nie - biegłam na siłownię, pomiędzy ćwiczyłam w domu. 
Wciąż jednak tkwiłam w miejscu. Praca bez perspektyw i mieszkanie, z którego coraz częściej chciałam wychodzić. Rower, spacer, wyjazd, cokolwiek. 
Wysłałam dziesiątki aplikacji o pracę do różnych miejsc. Wysłałabym więcej, gdyby nie poczucie lojalności (która okazała się zupełnie jednostronna - pracodawca, którego nie chciałam zostawić na lodzie, zostawił na lodzie mnie, ot świat). W końcu po pół roku od rozwodu zlądowałam we Wrocławiu w mieszkaniu siostry. Z kilkoma rozmowami o pracę w ciągu tygodnia i lękiem. Bez oszczędności, ale z wiarą, że dam radę. 
Dałam. Mam pracę. Wynajęłam mieszkanie od sierpnia. Druga połowa moich rzeczy czekam na przewiezienie. Rower się nie kurzy. Kurzy się za nim, jak jadę. Jest przy mnie ktoś, kto mnie uszczęśliwia. 
To był trudny czas. Sama go sobie zafundowałam, nie zwracając uwagi na lampki alarmowe, myśląc "po ślubie się zmieni". Nie, nie zmieni się. Chyba że na gorsze. Pozwoliłam przesunąć swoje potrzeby i uczucia na daleki plan. Ostatni rok też był trudny - huśtawki nastrojów, nagłe zwroty akcji, dużo wydarzeń i totalne zmęczenie.
I trudny czas przede mną. Muszę zagryźć zęby i utrzymać się samodzielnie, zacząć żyć. I o ile najbliższe tygodnie/miesiące nie będą zbyt spektakularne, to w końcu emocjonalnie i psychicznie żyję. Teraz będzie już tylko lepiej. 
Zamknęłam tyle czasu w tak niewielkiej porcji tekstu. Mogłabym pisać i pisać, opowiadać, wywlekać, uszczegóławiać. Ale po co? Tak jest już dobrze. Jestem szczęśliwa. I spokojna. Nie boję się. 

środa, 10 maja 2017

Powroty...

To bardzo długi długi weekend dla mnie. Rozpoczął się w zeszły piątek i potrwa jeszcze do wtorku. W międzyczasie spędziłam maratonowy weekend z Krzysiem i przejechałam 222 km w maratonie, byłam na majówce we Wrocławiu u siostry, spędziłam kolejny weekend z mamą, a koniec przedłużonej majówki upłynął mi w pociągach z Warszawą między jednym, a drugim.

Wiecie, maratony przejeżdża się nie siłą nóg, a ciepłą herbatą i jeszcze cieplejszym uśmiechem, otuchą, jaką daje czyjaś szczera troska.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Wielkanoc

To były piękne trzy dni. Trzy dni pełne śmiechu, radości, rozmów. Trzy dni trzymania się za ręce, całusów, przytuleń i bliskości. Dobrego jedzenia, spotkań, jeżdżenia to tu, to tam. Trzy dni jednych z najpiękniejszych świąt, jakie przeżyłam. Pierwszych takich "samodzielnych" - tylko we dwoje. 
Czuję się dziś taka spokojna. Nie boję się nadchodzących miesięcy i związanych z nimi wyzwań. Oczekuję ich cierpliwie. 
Były gofry z wiśniami i polewą, molo, wiatr i morze, rowery i wieczór przy filmie. A teraz wciąż jeszcze czuję zapach perfum, obejmujące mnie ramiona i tę błogość taką. 
Jest dobrze, za półtora tygodnia znów jeszcze lepiej. 

wtorek, 4 kwietnia 2017

Jeszcze trochę

Półtora tygodnia do świąt. Tydzień do wolnego. Pierwsze to będą święta takie moje, na własny rachunek prawie. Planuję, co przygotować, kupić, upichcić. Z czego zrezygnować na pewno, a z czego tylko chyba.

Wiosna miała być czasem zmian. Na razie jest czasem czekania i zaciskania do bólu kciuków, wpatrywania się w wyświetlacz telefonu ("No zadzwoń w końcu!") i okienko z mailem ("Napiszcie, no!"). I jedno i drugie na razie zawodzi. A ja czekam z myślą, że dzieliłam skórę na niedźwiedziu.

Pogoda w kratkę - tydzień upałów i tydzień słoty. Gniję w domu, walcząc z kaszlem. Na parapecie złoci się forsycja, a ja słońca chcę, kilometrów, ciszy i spokoju. Jeszcze tylko trochę. Odpocznę, wyśpię się, zrealizuję parę założeń, inne przełożę "na później" nie wyrobiwszy się ze wszystkim. 

Mija pół roku od jednej z najważniejszych decyzji, jakie podjęłam w życiu. Pół roku od powrotu do rodziców i układania swojego życia na nowo. Wyszłam na prostą. Czas zrobić kolejny krok naprzód. 

czwartek, 30 marca 2017

Wiosenne przesilenie

Chyba mnie dopadło przesilenie. Po dobrym przełomie zimy i wiosny, przyszło lekkie obniżenie nastroju i paskudne przeziębienie. I o ile na słaby nastrój wcześniej łatwo mogłam zaradzić seteczką wykręconą na rowerze, tak teraz pozbawiona jestem tej możliwości - będę dziś testować organizm, ale nie mam zbyt optymistycznego nastawienia - najwyżej wrócę do domu po 10 km. 
Jest jednak, poza rowerem (i ruchem szerzej pojętym), także druga metoda poprawiania humoru - nie tak zdrowa, ale jakże przyjemna! Mam na myśli słodkości!
Takie rzeczy to tylko u mojej mamusi <3 td="">

Nutellę wyjadam ostatnio łyżkami ze słoika i zagryzam czekoladą z Lidla (marka własna "Fin Carre" - warto wiedzieć, że wszystkie produkty marek własnych Lidla mające w składzie kakao posiadają certyfikat UTZ, świadczący o pochodzeniu kakao ze sprawdzanych upraw, na których dba się o warunki pracy i bezpieczeństwo oraz dobre traktowanie pracowników) - mleczna jest świetna! Całość zapijam jeszcze gorącą czekoladą z piankowymi Smerfami <3 b="" nbsp="">

Od niedawna do tego zestawu dołączyło jeszcze Monte Plus, które testuję w ramach kampanii ambasadorskiej trdn.pl (właśnie trwa nabór do projektu z Monte Kaszką - może warto się zarejestrować?). Wspomniany deserek składa się z czekoladowej i mlecznej warstwy znanej z tradycyjnego Monte oraz dodatkowej porcji sosu czekoladowego lub karmelowego. Czyli czekolada z czekoladą - na poprawę humoru jak znalazł. ;)
I o ile naprawdę kocham czekoladę miłością prawdziwą i pewnie wieczną, to chętnie pozbyłabym się już przeziębienia i wróciła na porządne trasy... A na poprawę humoru i tak najlepsze jest wsparcie kogoś bliskiego... 

środa, 22 marca 2017

Wiosna

Przyszła wiosna. Układa się. Jest pięknie. Odbudowuję się powoli. Cegiełka, po cegiełce stawiam na nowo. 


Mamy ładne zdjęcia, trochę planów, pewnie jakieś oczekiwania. Pracujemy nad tym, żeby działało. 
To się da, to możliwe - z tą myślą zasypiam każdego dnia. Jest dobrze.
Zdjęcia wykonane w Pałacu w Orli.
Selfie w lustrze musi być... ;)

sobota, 11 marca 2017

Do przodu!


Jest coraz mocniej do przodu. W życiu, na rowerze, ogólnie. Zbliża się sezon maratonowy, więc coraz więcej wolnego czasu poświęcam na rower. Zagryzam zęby, gdy boli i jadę dalej. Mam nadzieję, że za jakiś czas uda mi się wrócić do dawnej formy. Zeszły rok także pod tym względem dał mi w kość. Może nie przytyłam, w obwodach przybyło niewiele, ale sama kondycja, wygląd ciała, moje samopoczucie z tym związane pozostawiały wiele do życzenia. Powoli jednak, podobnie jak pozostałe elementy mojego życia, wracam do normy. 
Nie pozwalam sobie na bezproduktywne nicnierobienie pod tytułem "nudzę się". Owszem, czasem nic nie robię, gdy tego potrzebuję. Gdy po prostu mam wolną chwilę sięgam po książkę, teksty na blogach, na szybko ogarniam pokój. Sporo mam jeszcze do zrobienia, nie powinnam się rozpraszać. 
Zmiany podsumuję, jak w końcu zakończę ich wprowadzanie. Jeszcze trochę, troszeczkę i na jakiś czas będę mogła usiąść z myślą "No, to mam chwilę spokoju".