środa, 22 marca 2017

Wiosna

Przyszła wiosna. Układa się. Jest pięknie. Odbudowuję się powoli. Cegiełka, po cegiełce stawiam na nowo. 


Mamy ładne zdjęcia, trochę planów, pewnie jakieś oczekiwania. Pracujemy nad tym, żeby działało. 
To się da, to możliwe - z tą myślą zasypiam każdego dnia. Jest dobrze.
Zdjęcia wykonane w Pałacu w Orli.
Selfie w lustrze musi być... ;)

sobota, 11 marca 2017

Do przodu!


Jest coraz mocniej do przodu. W życiu, na rowerze, ogólnie. Zbliża się sezon maratonowy, więc coraz więcej wolnego czasu poświęcam na rower. Zagryzam zęby, gdy boli i jadę dalej. Mam nadzieję, że za jakiś czas uda mi się wrócić do dawnej formy. Zeszły rok także pod tym względem dał mi w kość. Może nie przytyłam, w obwodach przybyło niewiele, ale sama kondycja, wygląd ciała, moje samopoczucie z tym związane pozostawiały wiele do życzenia. Powoli jednak, podobnie jak pozostałe elementy mojego życia, wracam do normy. 
Nie pozwalam sobie na bezproduktywne nicnierobienie pod tytułem "nudzę się". Owszem, czasem nic nie robię, gdy tego potrzebuję. Gdy po prostu mam wolną chwilę sięgam po książkę, teksty na blogach, na szybko ogarniam pokój. Sporo mam jeszcze do zrobienia, nie powinnam się rozpraszać. 
Zmiany podsumuję, jak w końcu zakończę ich wprowadzanie. Jeszcze trochę, troszeczkę i na jakiś czas będę mogła usiąść z myślą "No, to mam chwilę spokoju". 

niedziela, 5 marca 2017

Jest mi dobrze

Jest mi dobrze. Brak czasu na nudę, wchodzę na wysokie obroty. W tygodniu zaliczone trzy dni w pracy, jeden w podróży, jeden na pokazie i 200 km na rowerze. W planach - nie zwalniać, a przyspieszać. Wepchnąć w końcu ten pociąg na właściwe tory. I nie pozwolić mu wykoleić się po raz kolejny. 

Jest mi dobrze. Czuję się wspierana i doceniania. Przynajmniej tam, gdzie mi na tym najbardziej zależy. Jest trochę tak jak w bajce, jak w disneyowskiej produkcji o księżniczkach, jak w bzdurnej komedii romantycznej. Ale ej! zupełnie mi to nie przeszkadza, niech tak będzie jak najdłużej. 

Jest mi dobrze. Kilka drobiazgów (mniejszych i większych) wymaga jeszcze zmiany, ale to już wkrótce, niedługo, pracuję nad tym. Trochę się boję, czasem cierpnie mi skóra, ale dam radę. Zmiany są dobre, szczególnie te, które planuję. 

Jest mi dobrze. A będzie jeszcze lepiej. 

środa, 1 marca 2017

Wiosna?

Nie byłam nigdy typem kolekcjonera. Zbieracza, chomika zachowujące wszystko bez wyraźnego porządku "bo się przyda" - owszem. Jakiś czas zbierała pocztówki z kotami, ale niewiele z tego wyszło.
Jednego kota głaskałam (nie uciekła!), drugi Kot robił zdjęcie 

Od przedmiotów wolę kolekcjonować przeżycia. Łapać wrażenia i zapisywać je w pamięci. Być w ruchu, by doznawać oraz doznawać, by przeżywać. Smaki, zapachy, widoki i zapisane w nich emocje. Nie zatrzymywać się, by nie dawać sobie szansy znudzenia. Czasem gnać za wrażeniem i emocją na złamanie karku, czasem spacerować wolno wśród łagodnych bodźców. Dać sobie szansę na przeżycie własnego życia, na jego pełne, dogłębne doświadczenie.

Już nie trwam w równowadze, obecnie to trwanie byłoby tylko ułudą. Falująca rzeczywistość umożliwia utrzymanie równowagi, harmonii tylko poprzez ruch - arytmiczny, niesynchroniczny ruch. Zmianę miejsc, czasów i innych pozornych stałych.
Zbieram, wrzucam do pamięci kolejne wspólne momenty, ulotne chwile. Pamiętam zapach, który dawno już zwietrzał, nie umiem go opisać, ale czując, wracam momentalnie do tego, z czym się wiązał. Pamiętam drobiazgi, szczegóły - fakturę skóry, zmarszczkę, która pojawia się w czasie uśmiechu, kolor nieba, wystające obojczyki. Momenty wzruszenia, gdy na nowo zaczynam czuć się istotna. 

Jestem szczęśliwa. Mam plany i marzenia, mam do czego dążyć. Jest pięknie. 

poniedziałek, 20 lutego 2017

Osobiście

Są dni, gdy wszystko się sypie i wali. Że wystarczy ruszyć kamyczek, a na głowę stacza się lawina. I leci, nie daje się zatrzymać - najpierw żwir, drobne kamienie, a na końcu wielkie głazy spadające na ramiona, głowy, ciała potrzaskane już w skorupy. Na potłuczone dusze i serca błyszczące w słońcu ostrymi krawędziami.

Ale później lawina ustaje, kurz opada i widzimy zupełnie nowe zbocze góry - czyste pozbawione luźnych skał. W szklistym słonecznym świetle błyszczą delikatne żyłki metali i szlachetnych kamieni, całość zdaje się przedwieczna i nienaruszalna.
Bywają dni, gdy ból w klatce piersiowej staje się fizyczny, zatrzymuje oddech w płucach, wygina kręgosłup i każe zwinąć się w kłębek. I staje się tak silny, że człowiek decyduje się zrobić wszystko, by zmniejszyć swoje cierpienia. Chowa godność do kieszeni, sypie głowę popiołem i czeka. Najwyżej czekaniem wypali złość na siebie, rozpacz, rozgoryczenie. Pozostanie szary, jednolity smutek.

Może też jednak zyskać wszystko. Wygrać.

Wygraliśmy.
Z duszą na ramieniu i sercem na dłoni wsiadłam do pociągu. Przed siebie w dal. W ciągu 3 godzin kupiłam bilety, zarezerwowałam pokój, spakowałam się i doleciałam na dworzec. Podjęłam nawet próbę zjedzenia śniadania. Prawie wyszło. Zmęczenie, nerwy, pogoda. I nadzieja - znów, na nowo.

I zwroty akcji, jak w komediach romantycznych. Takie rzeczy miały się nie dziać w prawdziwym świecie. Miały zwodzić naiwnych wychowanych na popkulturze, unieszczęśliwiać ich w miałkich związkach bez fajerwerków. Dzieją się. I na żywo są dużo lepsze niż na ekranie. I kosztują więcej - cały wielki wór emocji.
A teraz marzenia i plany, czyli tych marzeń realizacja. 

środa, 15 lutego 2017

Wiosny!

Trzeba mi było takiej pogody jak dziś. Za długo już marzłam. Za długo trwa już listopado-grudnio-stycznio-luty. A jeszcze przed nami marzec. Dziś jednak ciepełko, słoneczko, wyrwałam się nad morze. Krótki spacer po bezwietrznej plaży i powrót do domu. Zachłyśnięcie się tym pięknem, spokojem. I taki żal, że z nikim tego piękna nie dzielę na żywo, że zostaje mi wysyłać zdjęcia, filmy, czy dźwięki. 

piątek, 10 lutego 2017

Walentynki

Zaczęły się ferie. Wyczekiwane i wytęsknione. Czas wytężonej pracy i nauki. Siłownia, rower, bieganie. Sporo czasu przy komputerze, trochę przy bardku, może maszyna. Realizacja kilku zadań dla lepszego jutra. Czas dla mnie - na rozwój na kilku polach. Troszkę czasu z ludźmi, większość bez. Ja i mój plan. I tylko pamiętać muszę, by się nie rozdrabniać, nie skupiać na pierdołach, zająć tym, czym powinnam. Poza jednym dniem przerwy, zaplanowanym już w szczegółach. ;)